Zmian nie wolno się bać, czyli jak krótka jest droga od księgowego do konsultanta ds. wdrożeń

Mężczyzna pisze na kartce przypiętej do tablicy podczas spotkania z zespołem.

Zmiana pracy czasem bywa wynikiem decyzji pracodawcy, ale często też jest owocem trudnej i czasochłonnej decyzji pracownika. Chęć rozwoju, wypalenie zawodowe, lepsze zarobki. Powodów jest wiele. Niejednokrotnie decyzję o zmianie odkładamy na później, nawet jeśli w naszej obecnej firmie nie czujemy się najlepiej. Tymczasem zmiana często ma wiele pozytywnych aspektów - od finansowych po rozwojowe. Czy łatwo podjąć taką decyzję, jak blisko jest od księgowego do konsultanta ds. wdrożeń, dlaczego warto rozwijać się w Comarch.

O zdanie zapytaliśmy Rafała Sokołowskiego, konsultanta ds. wdrożeń w Comarch, który swoją zawodową karierę rozpoczął w finansach, a kontynuuje ją w branży IT.

Z wykształcenia jesteś księgowym, z zawodu konsultantem ds. wdrożeń. Sam przyznasz, że jest to ścieżka rozwoju mało popularna, nawet obecnie. Skąd pomysł na taki kierunek? Branża IT okazała się tak interesująca, czy księgowość tak nużąca?

A tu Cię zaskoczę i powiem, że wcale to nie są odosobnione przypadki. Jest sporo takich osób. Nawet w naszym zespole są ludzie, którzy zaczynali od pracy merytorycznej w księgowości lub w kadrach, a obecnie zajmują się szkoleniami i wdrożeniami aplikacji właśnie z dziedziny, którą świetnie znają z praktyki.
A co do zmiany zawodu to w księgowości w pewnym momencie osiągnąłem maksimum. Niestety dalej nie było przestrzeni na rozwój. Poza tym jako Główny Księgowy miałem na sobie ogromną odpowiedzialność, dość duży stres, ciężko było nawet pójść na urlop. Dodatkowo zawsze moim konikiem były nowe technologie, komputeryzacja i właśnie dlatego spróbowałem czegoś nowego.

Czy łatwo było podjąć decyzję o zmianie? Zapewne inaczej wygląda zmiana, powiedzmy z programisty na analityka, a inna z księgowego na konsultanta.

Tak, decyzja była dosyć łatwa. Wiedziałem, na co się piszę. Przez kilka ostatnich lat mojej pracy w księgowości współpracowałem z firmą, która wdrażała i szkoliła z aplikacji finansowo-księgowych więc przejście było dosyć gładkie.

Decyzja została podjęta, pewien etap zamknięty. Czy nowe obowiązki okazały się zbliżone, oczywiście z zachowaniem proporcji, czy musiałeś się uczyć wszystkiego od nowa? Jak blisko jest od księgowego do wdrożeniowca oprogramowania?

Jest blisko. Nawet bardzo blisko. Zdobyta przez lata wiedza merytoryczna bardzo ułatwia kontakt z klientem.
Klienci też czują, że wiem, o co im chodzi, i że „nadajemy na tych samych falach”. To zdecydowanie pomaga. Dzięki temu buduję także dobrą relację z tymi osobami. W trakcie wdrożeń często też oczekują od nas, żeby pomóc rozwiązać ich problemy merytoryczne, doradzić, podpowiedzieć rozwiązania technologiczne. Krótko mówiąc, sytuacja win-win.

Mam wrażenie, że wspólnym mianownikiem obu tych stanowisk jest na pewno odpowiedzialność. Łatwiej pracowało się operując pieniędzmi czy technologią?

Zdecydowanie pod względem stresu, mniejszy kaliber to technologia. Cały zespół pracuje, żeby wdrożenie przebiegło sprawnie. W finansach, szczególnie główny księgowy jest sam, nie ma szans na pomoc drugiej osoby.

Zawód księgowego, myślę, że dla wszystkich jest zrozumiały. Konsultant ds. wdrożeń już niekoniecznie. Jak to wygląda w praktyce?

Z samego rana oczywiście zaczynam od zrobienia kawy w naszej super kuchni. To też okazja zamienić parę słów ze współpracownikami. A tak na poważnie. Na pewno nie ma nudy i monotonii, a to jest akurat dla mnie istotne. Zakres prac zależy też od etapu projektu. Najbardziej lubię te ostatnie, czyli wdrożenia i szkolenia bezpośrednio w firmach. Jest też sporo prac biurowych, takich jak przygotowanie analizy przedwdrożeniowej czy dokumentacji funkcjonalności poszczególnych aplikacji, których wymaga i oczekuje klient.

Mówisz o tym wszystkim z ogromną pasją i zaangażowaniem. Nie żałowałeś jednak nigdy swojej decyzji?

Żałowałem i żałuję…… że nie zdecydowałem się na tę zmianę kilka lat wcześniej.

Pracując tyle lat w branży, na pewno zdarzyły Ci się sytuacje zabawne, niezwykłe lub takie, o których śnisz w koszmarach. Chętnie poznamy kulisy zawodu konsultanta.

Oj tak, praca konsultanta ds. wdrożeń na pewno nie jest nudna. Miło zawsze wspominam szkolenie w Rudzie Śląskiej. Od urodzenia mieszkam w Lublinie. Dziadkowie pochodzą z kresów. Dla zachodniej Polski podobno „zaciągam”. W zestawieniu z twardą gwarą śląską Panie na szkoleniu stwierdziły, że pięknie „śpiewam i zaciągam”. Na co ja zapytałem przesadnie zaciągając:

-Jak tio? Njbi, że jaa zacjągam?

Śmiech na sali… Do końca szkolenia przez 3 dni Panie, zamiast skupiać się na szkoleniu z aplikacji księgowej, co drugie moje zdanie parskały śmiechem.

Nie zawsze oczywiście było tak kolorowo. Raz pojechałem, jakieś 200 km na wdrożenie. Wchodzę do skarbniczki gminy, a ona mówi, że przecież miałem być w przyszłym tygodniu. Źle zanotowali termin. Co zrobić… Decydujemy, że jednak spotkanie się odbędzie. Szybko zorganizowaliśmy w jednej ze szkół pracownię komputerową i… kolejny dramat. Nie ma Internetu, a 10 komputerów nie pociągnie na moim mobilnym routerze. Wyobraź sobie szkolenie z aplikacji webowej bez sieci. :) Istny koszmar. Skończyło się na tym, że musiałem jeszcze raz przyjechać do tego klienta. Tym razem wszystko odbyło się bez dodatkowych problemów.

Co sprawiło, że postanowiłeś swoją dalszą ścieżkę rozwoju kontynuować właśnie w Comarch?

Z poprzedniej firmy odszedłem przede wszystkim z przyczyn, nazwijmy to formalnych. Przez 12 lat pracowałem tam na zasadzie kontraktu B2B. Przez co najmniej 8 lat obiecywano mi umowę o pracę, ale zawsze coś w firmie stało na przeszkodzie. A to miałem poczekać aż się zwolni etat, a to jak się skończy reorganizacja itp. Bardzo zależało mi na stabilnym zatrudnieniu z uwagi na rodzinę. Zdecydowałem, że to ten moment, aby zrobić kolejny krok i poszukać stabilnej formy zatrudnienia i możliwości dalszego rozwoju. Zależało mi na pracy w renomowanej firmie, gdzie dalej mógłbym podnosić swoje kwalifikacje. Szczęśliwie w tym czasie ukazało się ogłoszenie Comarch, które idealnie wpisało się w moje kompetencje, do tego znana marka, no i stabilna umowa o pracę.

Dołączając do Comarch, dołączyłeś do zespołu zajmującego się administracją publiczną, a dokładnie do projektu COMARCH ERP Egeria. Jaka jest Twoja rola w tym projekcie?

W firmie, z którą poprzednio współpracowałem zajmowałem się wdrażaniem aplikacji finansowych w oświacie, czyli też jednostkach publicznych. Dlatego przejście na stanowisko konsultanta ds. wdrożeń w Comarch nie było dla mnie zbytnio kłopotliwe. Jeszcze dużo się uczę, szczególnie rzeczy technicznych. Przede wszystkim SQLa, który w poprzedniej firmie był potrzebny wyłącznie w podstawowym zakresie ograniczając się w zasadzie do zainstalowania serwera SQL i wrzucenia gotowej bazy danych.

Fantastycznie się złożyło, że aktualnie pracuję przy projekcie dotyczącym wdrożenia Egerii w placówkach oświatowych, więc w branży, z którą jestem związany od 2005 roku. Jeśli chodzi o samą Egerię, to zajmuję się w niej na co dzień częścią, dotyczącą planowania i wykonania budżetu.

A jak wygląda w takim razie Twój zespół?

Nasz zespół wygląda bardzo ciekawie i różnorodnie, mimo że wszyscy tak naprawdę zajmujemy się szeroko pojętymi obszarami księgowymi. Część osób zajmuje się stroną informatyczną, część posiada większe kompetencje w zakresie merytorycznym. Uzupełniamy się wzajemnie i wymieniamy wiedzą i doświadczeniem. Każdy się rozwija, wprowadzamy nowe rozwiązania, nowe narzędzia usprawniające pracę. Staramy się, żeby każdy członek zespołu podnosił jego jakość.

Odchodząc trochę od codziennej pracy… Szkolenia to kolejna gałąź, w której z powodzeniem się realizujesz. Łatwiej jest z ludźmi rozmawiać, czy ludzi edukować? I czy umiejętności trenerskie przydają się w praktyce?

Dwunastoletnie doświadczenie bardzo się przydaje. Uwielbiam pracę z ludźmi, uwielbiam prowadzić szkolenia. To wisienka na torcie w tej pracy. Do tego słysząc, że wiele lat pracowałem w księgowości i widząc, że mam pojęcie, o czym mówię bardzo szybko ludzie na wdrożeniach i szkoleniach „kupują” to i obdarzają mnie zaufaniem. Często słyszę:

-Jak to dobrze, że nie jest Pan informatykiem tylko praktykiem. W końcu ktoś wie, jak wygląda nasza praca i jakie są nasze potrzeby.

Na koniec rada dla tych, którzy właśnie czytają naszą rozmowę i zastanawiają się, czy warto postawić na wszystko i zmienić dotychczasowe życie.

Zdecydowanie polecam! Satysfakcja z pracy z ludźmi – bezcenna. Zadowolenie klienta po udanym wdrożeniu – bezcenne. Nie ma co się bać, trzeba zaryzykować.

Dodaj komentarz

      adres e-mail nie zostanie opublikowany

            Najczęściej czytane w tej kategorii