Japonię da się lubić, ale trzeba się do niej dostosować.
Jak wygląda praca w Comarch Japan

Od lat mieszka i pracuje w Japonii, a Kraj Kwitnącej Wiśni nie przestaje go zaskakiwać i fascynować. Rokrocznie pokonuje pociągami tysiące kilometrów, aby spotykać się z klientami. Zawsze stara się nawiązywać z nimi osobiste relacje.

O swojej pracy opowiedział nam Łukasz Zezulak, Country Manager w Comarch Japan.

Czym zajmujecie się w japońskim oddziale Comarchu? Z firmami działającymi w jakich obszarach gospodarki współpracujecie?

Historia japońskiego oddziału Comarchu sięga 2014 roku. Skontaktowała się z nami wtedy pewna japońska firma-integrator poszukująca rozwiązań dla firm telekomunikacyjnych. To ukierunkowało rozwój Comarchu w Japonii – na początku oferowaliśmy nasze rozwiązania głównie przedsiębiorcom z branży telekomunikacyjnej. W międzyczasie okazało się jednak, że mamy również szansę na rozwój w innych kierunkach, np. w zakresie IoT czy systemów lojalnościowych. Comarch skorzystał z tej okazji i obecnie trzy duże projekty są już na ukończeniu. Ale nie spoczywamy na laurach! Od kwietnia tego roku stawiamy coraz śmielsze kroki w dziedzinie e-Zdrowia i rozwiązań dla firm z sektora finansowego.

Czy planowany jest rozwój japońskiego oddziału?

Każdy zrealizowany projekt i każde wdrożenie wymagają późniejszego wsparcia. Jesteśmy nastawieni na długofalową współpracę z klientami, co wiąże się z koniecznością zwiększania zasobów i odpowiedniego szkolenia naszych specjalistów do pracy z konkretnym klientem. Obecnie w Comarch Japan mamy 3 osoby na pokładzie, ale wkrótce do naszego zespołu dołączą kolejni pracownicy. Poszukujemy głównie handlowców i konsultantów.

W jaki sposób i w jakim zakresie nawiązujecie współpracę z lokalnymi klientami? Jak ona później wygląda?

W wielu przypadkach łączą nas z kontrahentami relacje osobiste, zdobywamy klientów dzięki poleceniom. W japońskiej kulturze biznesowej jest to bardzo istotne. Niezastąpionym źródłem kontaktów są również targi czy eventy branżowe, te niestety są obecnie bardzo ograniczone.

W Japonii trwałe relacje i wzajemne zaufanie są bardzo ważne. Od pierwszych spotkań z klientem do podpisania z nim kontraktu mija często kilka miesięcy, a w wielu przypadkach nawet lat. Choć droga do finalizacji umowy często jest długa, to w tym czasie spotykamy się z klientem bardzo często – na prezentacjach, rozmowach czy wizytach referencyjnych. Mamy wtedy możliwość szczegółowego zaprezentowania naszych rozwiązań, ale i poznania rzeczywistych potrzeb klienta, bo te nigdy nie są jasno i konkretnie zdefiniowane.

Czy faktycznie różnice kulturowe między krajami zachodu a Japonią są tak duże, jak się mówi? Jak Polakowi pracuje się w Tokio?

To trudne pytanie, a odpowiedź na nie może być dość skomplikowana. Osobiście nie spotkałem jeszcze Polaka czy innego obcokrajowca, który uważałby, że pracę w Japonii można jakkolwiek odnieść do tego, co znamy ze standardów zachodnich. Ma na to wpływ wiele czynników, przede wszystkim różnice kulturowe i bariera językowa.

Japonia bardzo długo leżała poza strefą wpływów cywilizacji zachodniej. Japończycy zupełnie inaczej patrzą na świat, mają inny system wartości. Kultura japońska jest kulturą „wysokiego kontekstu”, co w uproszczeniu oznacza, że nasz rozmówca będzie domniemywał, że określone zagadnienia i uwarunkowania są nam znane. To, jak nietrudno sobie wyobrazić, może szybko doprowadzić do kłopotów w komunikacji i powodować zamieszanie. Istotna jest także świadomość znaczenia poszczególnych gestów czy postawy ciała. Do tego sprawy nie ułatwia język japoński z jego alfabetem przypominającym „krzaczki”, które trudno jest choć skopiować do Google’a.

Osobie bez odpowiedniego przygotowania i znajomości kontekstu kulturowego może być bardzo trudno odnaleźć się w pracy w Japonii. Wyjątek mogłaby stanowić sytuacja, w której obcokrajowiec wykonywałby pracę osadzoną w jakimś wspólnym uniwersum komunikacyjnym, jak np. programowanie w konkretnym języku czy wspólne badania naukowe.

Obecnie w Comarch Japan w Tokio pracują ludzie po studiach japonistycznych lub z dużym, nawet osiemnastoletnim doświadczeniem w funkcjonowaniu w japońskiej kulturze biznesowej, co bardzo ułatwia porozumiewanie się z kontrahentami.

Jak to się stało, że trafiłeś akurat do japońskiego oddziału firmy?

W Japonii jestem od 2008 roku, wcześniej także tutaj studiowałem. Zanim podjąłem pracę w Comarchu, pracowałem w japońskiej firmie specjalizującej się w budowaniu sieci dla operatorów telekomunikacyjnych. I to właśnie ta firma, o której wspominałem wcześniej, zgłosiła się do Comarchu z pytaniem o współpracę. Ja zajmowałem się wtedy zupełnie innymi rzeczami, ale gdy tylko usłyszałem, że mój ówczesny pracodawca ma podpisywać umowę z polskim przedsiębiorstwem, zacząłem zakulisowo pomagać w rozwijaniu tego przedsięwzięcia. Kiedy utworzono spółkę Comarch Japan i firma otworzyła swoje biuro w Tokio, już oficjalnie dołączyłem do zespołu.

Jak wygląda w Japonii standardowy dzień pracy?

Typowy dzień pracy nie odbiega znacząco od tego w Polsce czy Europie. Zdecydowanie więcej jest jednak spotkań wewnętrznych. Nie są spotkania krótkie, w czasie których dwie, trzy osoby omawiałyby szczegóły projektu, lecz znacznie dłuższe. Z reguły bierze w nich udział kilka lub kilkanaście osób i szczegółowo omawia się wiele różnych zagadnień. Znacznie więcej jest też spotkań z klientami. Przed wybuchem pandemii spotkań on-line nie organizowano prawie wcale, a to oznaczało długie podróże pociągami pomiędzy naszym biurem a siedzibami klientów. Japońskie firmy słyną z tego, że pracuje się w nich po godzinach. Wynika to właśnie z ogromnego natłoku spotkań. W zasadzie dopiero wieczorem można usiąść nad jakąś prezentacją czy zająć się pracami biurowymi. Dzień pracy często wieńczy wypad na kolację z kolegami i koleżankami z zespołu.

Tak pracuje się w przedsiębiorstwach japońskich. W Comarch Japan obecnie pracują tylko Polacy, więc i atmosfera jest nieco inna, bardziej „nasza”. Staramy się pracować zgodnie z filozofią Agile, ale oczywiście spotkania z klientami pozostają dla nas priorytetem. Obecnie jest ich nawet więcej, bo oszczędzamy czas, który wcześniej poświęcaliśmy na dojazdy.

Jak się mieszka w Japonii? Czy trudno było się zaaklimatyzować? Co Cię zaskoczyło? Za co lubisz ten kraj?

Jestem absolwentem japonistyki i przyjeżdżając po raz pierwszy do Japonii, mniej więcej wiedziałem, co mnie czeka. Z drugiej jednak strony trochę zazdrościłem tym, którzy przylatywali tu jak na inną planetę i przez kilka dni chodzili jak w transie. U mnie ten szok kulturowy nie wystąpił, byłem odpowiednio przygotowany. Pomogła mi w tym nie tylko znajomość języka japońskiego, ale i japońskiej literatury, przez którą można poznać ten kraj znacznie lepiej niż na przykład w czasie krótkiego, turystycznego pobytu.

Japonię da się lubić, ale przy założeniu, że to my dostosujemy się do warunków i reguł tu panujących. W rozmowach z obcokrajowcami mieszkającymi lub pracującymi w Japonii zawsze pojawiają się podobne refleksje, wszyscy zgodnie wymieniają cechy, za który lubią to miejsce – za jego bezpieczeństwo i przewidywalności. No i niezwykłą uprzejmość, która otacza nas z każdej strony.

Jaka była najciekawsza przygoda, jaką przeżyłeś w Japonii?

Przygoda – to słowo prawie nie występuje w języku japońskim. Tu wszystko jest zaplanowane i przyszykowane, z góry więc wiadomo, co i jak się potoczy. Dla mnie osobiście nie tyle przygodą, co niesamowitym przeżyciem była możliwość mieszkania z japońską rodziną oraz pracy w polu podczas mojego pierwszego pobytu w Japonii. To właśnie tam, w małej wiosce w prefekturze Nagano, doświadczyłem tego wszystkiego, o czym wcześniej czytałem tylko w książkach – prawdziwego poczucia wspólnoty, etosu pracy, piękna przyrody i oczywiście ciepła słynnych japońskich gorących źródeł.

 

Dodaj komentarz

      adres e-mail nie zostanie opublikowany

            Najczęściej czytane w tej kategorii